Szczerze to niezbyt mam ochotę jechać do tej akademii, ale jestem już w drodze więc chyba nie mogę uciec. Kocham jeździectwo, ale bardzo chciałem iść do szkoły wojskowej... no cóż.... Właściwie to z jednej strony cieszę się, że jadę, ale z drugiej nie... Jeny, po co ja się tym tak zadręczam? Właśnie tam jadę i już nie ma odwrotu.
Wyjąłem ze schowka słuchawki. Włączyłem jedną z moich ulubionych piosenek: Anthony B - My Yes & My No. Po chwili od muzyki oderwało mnie głośne kopnięcie w przyczepę i.... kolejny postój.
- Jak tak dalej pójdzie rozwali przyczepę zanim przejedziemy chociaż połowę drogi - zaśmiał się tata wyprowadzając zdenerwowanego Demona
~~ Po wielu postojach i kilku godzinach jazdy ~~
Budynek akademii robi wrażenie. Za nim widać chyba jakieś boisko. Gdy wysiedliśmy z auta podeszła do nas dyrektorka akademii ( poznaję ją z egzaminów ), przywitała się z nami i powiedziała:
- Pana poproszę do sekretariatu podpisać kilka papierów, a ty młodzieńcze wyprowadź swoje konie. Stajnia jest otwarta, a na boksach są wypisane imiona koni
- Dobrze
- Słyszałam, że dużo jeździsz na oklep...
- Tak, często też i bez ogłowia. Jest mi tak o wiele wygodniej, a i Demon nie znosi wędzidła - powiedziałem, a pani dyrektorka poszła z tatą do sekretariatu
Wyprowadziłem Sigmę i szybko zaprowadziłem do boksu. Gdy wróciłem po denerwującego się Demona wjechał jakiś samochód. Ogier właśnie chciał wyjść i ( co dziwne ) wystraszył się trochę samochodu i zaczął wierzgać. Z akademii wyszedł instruktor i chciał pomóc mi uspokoić Demona, ale powiedziałem, że sam dam radę. Ogier raz spróbował ugryźć instruktora i trochę się opamiętał. Z samochodu wysiadła jakaś dziewczyna
< Sara? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz